Druga edycja Bieguna za nami!

Biegun

15 listopada 2015 roku odbyła się druga, wyjątkowa edycja wydarzenia Biegun! Wyjątkowa z uwagi na szczytny cel imprezy. Do wybiegania jak największej liczby okrążeń przez uczestników motywował fakt, że zbieraliśmy środki na pomoc małej Oli, a każde przebiegnięte okrążenie to 5 zł więcej w puszce!

 

Relacja jednego z uczestników:

 

TYGRYS ZDOBYWCA BIEGUNA 15.11.2015

Usiądźcie wygodnie, zapnijcie pasy bezpieczeństwa, ODLATUJEMY!!! Ta historia wydarzyła się naprawdę.Wyjątkowo będzie długa,ale myślę że warto przeczytać polecam.

 

Bardzo dziękuję Ania za transport w obie strony. Mała jesteś Wielka!!! A także wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki.

 

Tradycyjnie godzinkę przed startem udałem się na rozgrzewkę. Przebiegłem pętelkę, na której będziemy rywalizować i stwierdziłem. że biegania za dużo to tu dziś nie będzie. Trasa obfitowała w liczne kałuże, do tego, błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Szukałem w głowie dyscypliny, do której można by było to porównać i znalazłem…łyżwiarstwo figurowe na błocie.

 

Była taka myśl, żeby zrezygnować, aby przypadkiem nie nabawić się jakiejś poważniejszej kontuzji, tym bardziej, że moje kolano nie jest jeszcze w pełnej dyspozycji. Formuła biegu jest taka, że można skończyć po każdej ukończonej pętli, więc postanowiłem mimo wszystko spróbować. Miałem oczywiście plan taktyczny, jak rozegrać ten bieg. Był bardzo prosty: start ostry i kontrola, w jakiej są dziś formie rywale i kto tu będzie grał pierwsze skrzypce. Oczywiście taktyka mogła być modyfikowana w trakcie biegu.

 

Teraz jest dobry moment, żeby na chwilę cofnąć się do wiosennej edycji Bieguna, w której miałem przyjemność startować i stanąć na najwyższym podium (kat.2 okrążenia). Jesteśmy już po zawodach, więc mogę śmiało napisać, że z podobnym nastawieniem startowałem w tej edycji.

Odliczanie i ruszam z kopyta tak jak zaplanowałem, zajmując odpowiednią pozycję na dalszą część biegu. Niestety już po 300 metrach pierwsza i nieostatnia tego dnia utrata równowagi na śliskim błocie. Wprawdzie nie zaliczyłem gleby, ale praktycznie zatrzymałem się w miejscu. Wyprzedza mnie kilkunastu zawodników i spadam w okolice 15 pozycji. Pomyślałem sobie „Cholera!!! Plan A już nieaktualny. Trzeba szukać innych rozwiązań.” Początek biegu, więc jeszcze nie rzucałem bulwami na lewo i prawo.

Lubię analizować i robić kalkulacje podczas tego typu biegów. Głowa powiedziała „Stary zapomnij o dobrym miejscu na 2-3 okrążeniach”, więc postanowiłem zaryzykować i zrobić całego Bieguna – 5 okrążeń – 15 km – ponad 60 przeszkód. A co, jak spadać to z wysokiego konia. Kto nie ryzykuje ten, szampana nie pije!!!

Jejku, jak ja się rozpisałem. A tak naprawdę nie dobiegliśmy jeszcze do pierwszej przeszkody. Jesteście ciekawi co było dalej? Proponuję zrobić krótką przerwę na drinka, cygaro, kawę i wrócić do lektury za jakiś czas.

Jesteście naładowani używkami? No to zapraszam na ciąg dalszy.

Postanowiłem biec swoim tempem, pokonywać przeszkody w miarę bezpiecznie i nie oglądać się na innych. Cała zabawa tak naprawdę zaczęła się na 4 okrążeniu. Jedna sytuacja jest tylko warta opisania z pierwszej pętli, mianowicie na jednej przeszkodzie przerysowałem sobie pachwinę. Krew się nie polała, można było zacisnąć zęby i kontynuować bieg.

Kończąc trzecie okrążenie jeszcze w miarę świadomy tego co się dzieje, słyszę doping Kalina Szymankiewicz „Tygrys dawaj dawaj…!!!” Pomyślałem sobie „nie jest ze mną jeszcze tak źle, jak odbieram sygnały z zewnątrz.” Niestety już za chwilę odcięło mi prąd, akumulator się rozładował, zero energii. MASAKRA!!! Moje ciało mówiło, „to już koniec. Kozaku zapomnij o Biegunie. Dziś nie zdobędziesz swojego Mount Everestu.” Głowa była tego dnia, mimo wszystko mocniejsza i szeptała „Tygrysie wiesz bardzo dobrze, że to Twój ostatni tego typu bieg, więc postaraj się wykrzesać z siebie rezerwy energii.”

Człowiek w skrajnie trudnych sytuacjach może góry przenosić i tak też było w moim przypadku. Ostatnie 2km to walka na całego ze swoimi wszystkimi słabościami. Były dwa miejsca naprawdę niebezpieczne, gdzie można było zrobić sobie kuku. Jedno z nich to pajęczyna. Wchodzisz do góry, na jakieś 3 metry i schodzisz na dół. .Prosta przeszkoda, ale jak na górze zakręci się w głowie, zobaczysz gwiazdki przed oczami, ogromne zmęczenie, to zwykle kończy się to glebą.Tak właśnie miałem. Jakim cudem nie zleciałem, to już zagadka dla Sherlocka Holmesa.

Zbliżamy się już dużymi krokami do zakończenia tej historii. Jak to pewien klasyk powiedział „ostatnia górka i meta”. Proponuje dopić drinka, kawkę, zjeść ciasteczko, kto co lubi i wracamy do lektury.

Chwilę grozy przeżyłem na jednej z ostatnich przeszkód. Nazwałem ją „zdobywaniem skoczni przy pomocy liny i siatki”. Pokonanie tej przeszkody, przy totalnym zmęczeniu było moim Westerplatte, Biegunem, Mount Everestem. To był szczyt moich możliwości. Wszystko skończyło się happy endem,ale naprawdę niewiele brakowało, a przed samym szczytem zjechał bym w dół do „basenu”. Pomyślicie „dodatkowa atrakcja”. Zgoda, tylko pewnie bym miał troszkę buźkę pokiereszowaną oraz klatę i, jak to na pewnej sztuce teatralnej nazwali, „Ave Cezara” pokancerowane.

Biegun także zakończył mój eksperyment, jeśli chodzi o biegi ekstremalne. Pewnie w przyszłym roku jeszcze jakiś jeden zaliczę, ale generalnie zostałem sprowadzony na ziemie. Oczywiście nie będę wspominał o mojej emeryturze biegowej, bo to już staje się nudne, jak flaki z olejem.

Podsumowując, impreza dobrze zorganizowana. Brawa dla organizatorów, uczestników, a cel charytatywny, też jak najbardziej szczytny.

Arek Kalinka

 

 

Zapraszamy na oficjalną stronę biegu: www.biegun.info